Noszenie dziecka – mama swoje, koleżanka swoje, a sąsiadka swoje…

Kategorie co mówi fizjoterapeuta

„Nie noś bo przyzwyczaisz i potem sobie nie dasz rady”, „ooo na rączkach u mamusi? Przyzwyczaiła mama”. Takimi tekstami bombardowane są młode mamy, pewnie wiele z Was zna to z autopsji. Jedne jednym uchem wpuszczą, a drugim wypuszczą, wiedząc, że w noszeniu dziecka nie ma nic złego. Część jednak, na przekór intuicji będzie myśleć – co jest ze mną, albo z moim dzieckiem nie tak?

„Przecież dziecko sąsiadki spało 20h na dobę i budziło się tylko na karmienie a moje: ciągle płacze a jak zaśnie przy karmieniu, to odkładane do łóżeczka ciągle się budzi.” Człowiek przed pierwszym porodem ma właśnie takie wyobrażenia: urodzę dziecko a ono będzie na początku głównie spać (oczywiście w swoim łóżeczku), będzie budzić się na karmienie delikatnie kwiląc, a ja nakarmię i osesek pójdzie spać dalej.

Ah, byłoby zbyt pięknie!

Rzeczywistość na ogół jest jednak taka, że dziecko pół dnia jest przy piersi, a drugie pół na rękach. Oczywiście nie ma nic złego w noszeniu, wręcz przeciwnie, ale problem pojawia się wtedy, kiedy zaczynamy błędnie trzymać dziecko powodując przeciążenia kręgosłupa i asymetrie. Zacznijmy jednak od początku.

Czy świeżo upieczona mama jest stanie nauczyć noworodka noszenia i mu tym zaszkodzić?

Zagorzałych zwolenników tej teorii muszę przywołać do porządku. Przypominam, że przez całą ciążę dziecko jest noszone. Ten mały człowiek żył w kompletnie innych warunkach, przeszedł bardzo duży stres jakim jest poród i jest bardzo związany ze swoją mamą. Stąd tak wielka potrzeba bycia noszonym!

Nie oczekujmy cudów, potrzeba czasu, specjalnej opieki żeby zaadaptować naszego szkraba do tutejszych warunków. Pewne wyobrażenie na temat tego o czym piszę może dać Wam poniższa grafika.

Evelin Kirkilionis w swojej książce „Dobrze nosić” tłumaczy specyfikę ludzkiego niemowlęcia:

„Predyspozycje w zakresie zachowań, antropogeneza człowieka i porównanie z naszymi najbliższymi krewnymi, małpami człekokształtnymi, wyraźnie pokazują, że ludzkiego noworodka należy zaliczyć do biologicznego typu młodych zwanego noszeniakami. Noszeniaki przystosowane są do stałego zabierania ich ze sobą przez dorosłych. Aktywne noszeniaki samodzielnie trzymają się matki”.

Owszem ewolucja spowodowała, że nie mamy futra, więc nie ma się czego chwycić, a nasze stopy nie mają funkcji chwytnej – aczkolwiek odruch chwytny jest nadal bardzo widoczny. Obserwacja odruchów pozwoliła wystarczająco wiarygodnie zakwalifikować ludzkie dziecko do tej grupy.

Kult noszenia dzieci powraca do nas i coraz więcej widać na ulicach rodziców z dziećmi w chustach. Szczególnie bardzo cieszy widok odważnych, nowoczesnych, ojców paradujących z maluchami w chustach, czy nosidłach! Niestety nadal część rodzin uznaje stare zasady i tradycyjny model wychowania:

„Niech się wypłacze, zmęczy się i zaśnie. Nauczy się w końcu zasypiać samo i po problemie.”

Przyznam szczerze, że dla mnie taka właśnie metoda „Cry it out” (albo inaczej 3-5-7) to bardzo kontrowersyjny sposób na uśpienie dziecka oraz naukę samodzielnego zasypiania. W skrócie polega to na tym, że dziecko jest zostawione samo sobie, płacze aż w końcu zaśnie. Codziennie schemat się powtarza aż momenty płaczu są coraz krótsze i w końcu ustają. Cel ustalony przez rodzica – niech zasypia samo – został osiągnięty.

Ale czego tak naprawdę nauczyło się pozostawione samo sobie dziecko?

„Płaczę bo potrzebuję bliskości, płaczę a nikt nie przychodzi mi z pomocą, nie płaczę bo i tak pomoc nie przyjdzie…” Nauczyło się tego, że nie warto uzewnętrzniać swoich potrzeb, bo i tak nikt mi w moim problemie nie pomoże. Jak możecie domyślić się, taka sytuacja może prowadzić do tego, że dziecko w przyszłości będzie miało mnóstwo problemów z wyrażaniem emocji, z panowaniem nad nimi.


W sieci krążyła kiedyś pewna anegdota na temat wizyty jakiegoś misjonarza w Ugandzie:

„Wszedł do jednego z pokoi, w którym spała prawie setka dzieci. Misjonarz zafascynowany wsłuchiwał się w ciszę. Żaden dźwięk nie dobiegał z sypialni, a przecież była tam setka dzieci!

Mężczyzna udał się do kierownika, by zapytać jak to możliwe, że przy takiej ilości dzieci panuje absolutna cisza. Kierownik powiedział, że każde dziecko płacze na początku, jednak w końcu zdaje sobie sprawę, że nikt do niego nie przyjdzie, nikt go nie pocieszy ani nie przytuli, więc przestaje płakać. Dzięki temu nauczy się samodzielności, zaradności i wyrośnie na silnego człowieka”


Historia prawdziwa czy nie, pokazuje jaka jest myśl przewodnia takich metod, tylko czy na pewno chcemy osiągać to w taki sposób? Zrozumiałe jest, że każda z nas inaczej podchodzi do wychowania i inne metody są dla nas przekonywujące, jednakże nie powinniśmy zaniedbywać potrzeby bliskości u naszego dziecka.

Oczywiście nie każde niemowlę będzie w takim samym stopniu potrzebowało bliskości. Jasne, że są (podobno 😉 ) dzieci, którym nie będzie przeszkadzać samodzielne leżenie czy zasypianie w łóżeczku. Jednak nie łudźcie się, że jest to Wasza zasługa. Po prostu taki trafił Wam się egzemplarz i cieszcie się tym póki nie zmieni zdania.

Jeżeli masz „nieodkładalne” dziecko, idealnym rozwiązaniem jest chustonoszenie. Masz wolne ręce, a twoje dziecko jest przez cały czas w dobrej pozycji (oczywiście przy prawidłowym zamotaniu). Temat chustonoszenia będzie poruszany w osobnym wpisie, ale już dziś zachęcam do uczestnictwa w naszych warsztatach.


Rodzice z Poznania i okolic mogą przyjechać na Warsztat z Chustonoszenia w naszej szkole (Alma Matter, ul. Garbary 57 – wejście wspólne ze sklepem Chata Polska). Dla pań w ciąży prowadzimy to w dwóch blokach:

Pierwszy blok: w ciąży (najlepiej przed 30 tygodniem) uczymy jak poradzić sobie z chustą (to jednak spory kawałek materiału), trenujemy na lalkach i opanowujemy podstawowe węzły.

Drugi blok: po porodzie, gdy już czujesz się na siłach, zapraszamy do nas ponownie, aby opanować chustowanie z żywym dzieckiem.

Mamusie już po porodzie i tatusiów też zapraszamy na warsztat. Organizujemy kameralne grupki, dysonujemy własnymi chustami treningowymi. Każdy uczestnik będzie mógł samemu się przekonać „z czym się to je”!

Chustowanie może przerażać, wydawać się dziwne, bo dziecko się „dusi”, a prawda jest taka, że dziecku jest tak dobrze jak tylko to jest możliwe. Bo wiadomo, że tak samo jak w brzuchu u mamy nigdy już nie będzie. 🙂

Prosimy o kontakt telefoniczny pod numerem 535 709 158 lub mailowy na biuro@almamatter.edu.pl


Autorem tego tekstu jest mgr Joanna Marciniak, fizjoterapeutka i edukatorka seksualna. W poznańskiej Szkole Rodzenia Alma Matter na co dzień prowadzi zajęcia gimnastyczne, fitness, Trening Mięśni Dna Miednicy oraz różnorodne masaże terapeutyczne wspomagające kobiety ciężarne.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *